BajtoBlog

Dziecko w sieci

   Do wpisów KasiaDziś komputer jest niemal w każdym domu i coraz młodsze dzieci korzystają z tego urządzenia i z zasobów internetu. Bywa, że dziecko nim nauczy się pisać długopisem, potrafi sprawnie korzystać z klawiatury. Część rodziców nie widzi w swobodnym dostępie do internetu niczego złego, część znacząco ogranicza korzystanie w ogóle z komputera jako urządzenia – choćby ze względu na dbałość o oczy.

   Z przeprowadzonych badań wynika, że polscy rodzice nierzadko nie wiedzą, że powinni i mogliby  stworzyć dziecku warunki do bezpiecznego korzystania z internetu. Nie jest to błahy problem, bo co ósme dziecko w Polsce podczas korzystania z internetu doznało przykrości.

   To, że w wielu domach nie podejmuje się działań niwelujących zagrożenia nie wynika li tylko z nieświadomości rodziców. Często powodem jest brak umiejętności szerszych niż posiada ich pociecha – dziś już nawet małe dzieci potrafią swobodnie surfować po sieci. Radą na to jest edukacja rodziców w zakresie nowych technologii, tym bardziej że badania wykazują, że dziecko pragnie wsparcia ze strony mamy i taty podczas korzystania z internetu. Zatem powinniśmy postarać się, aby czas spędzony przed monitorem był i bezpieczny, i odpowiedzialny, i bardziej twórczy, ale co najistotniejsze dla najmłodszych – spędzany wspólnie. 

   Musimy pamiętać, że współcześnie dziecko ma dostęp do internetu nie tylko poprzez komputer, ale i smartfon, tablet, notebook itd. Jako rodzice powinniśmy rozgryźć temat, by móc potem odpowiednio przygotować dziecko do korzystania z dobrodziejstw sieci. A edukacja taka powinna być dostosowana do wieku malucha i do wagi ewentualnych problemów pojawiających się w czasie użytkowania – na przykład serwisów społecznościowych.

   Kluczowe jest wyważone reagowanie na przejawy agresji rówieśniczej, które oczywiście przydarzyć się dziecku mogą nie tylko w sieci. Powinniśmy mieć świadomość, że dziecko może się spotkać z obcymi osobami poznanymi w internecie (mail, serwis społecznościowy) w „realu”, zatem konieczne jest uwrażliwienie dziecka w tej kwestii i wytłumaczenie mu, że tożsamość internetowa może być zmyślona, a informacje uzyskane via internet nie muszą mieć przełożenia na fakty.

   Zachęcamy rodziców do wyważonych rozmów z dziećmi na temat zagrożeń. Przede wszystkim zaś zachęcamy do – jak najczęściej – wspólnego korzystania z sieci. Zauważymy wówczas, że nasze zainteresowanie tym, z kim nasze dziecko koresponduje, z kim się umawia, nie będzie traktowane jako przejaw kontrolowania, ale szczerego zainteresowania poczynaniami dziecka. Możemy przypuszczać, że jeśli pojawi się jakiś problem, to dziecko nam to w porę zasygnalizuje.

   Może rodzice, którzy odwiedzają stronę Teatrzyku BAJTO, zechcą podzielić się doświadczeniami związanymi z użytkowaniem internetu przez ich pociechy. W jaki sposób kontrolować surfowanie po sieci, jakie zabezpieczenia stosować, jaki wyznaczyć dzienny limit czasu, który dziecko ma spędzić przed ekranem komputera… Zapraszamy do dyskusji na naszym forum.

Retro zabawka

Niektórzy z rodziców nawet nie przypuszczają, że zabawki, którymi się bawiono kilkadziesiąt lat temu, mogą spodobać się współczesnemu dziecku. Bo jakże szmaciana lalka albo blaszany bączek mogłyby konkurować z tabletem?

Zazwyczaj nie doceniamy uroku „starych” zabawek – i że mogą być znakomitą odskocznią od zdigitalizowanego świata. Wątpimy, czy czar zabawki, którą znamy z własnego dzieciństwa, zadziała również na nasze dzieci. 

Koń na biegunach, pacynki, tzw. pchacze inspirowane sztuką ludową, ręcznie robione instrumenty muzyczne jak choćby cymbałki… Jeśli tylko zaproponujemy tradycyjne zabawki naszym dzieciom przekonamy się, że moda na nie nie jest wyłącznie wymysłem marketingowym.

Dobrze pokazać dziecku, że nie tylko kolorowe, świecące i głośnie zabawki mogą sprawiać frajdę. Zaciekawią na dłużej mogą zabawki, które wymagają skupienia i przede wszystkim zaangażowania – one same „nic nie robią” – to dziecko ma być twórcze, rozwijać szereg umiejętności i cech jak zręczność czy samodzielność. Dzięki temu zabawa tradycyjnymi zabawkami – wbrew pozorom – nie znudzi się maluchowi tak szybko.

Warto podkreślić aspekt psychologiczny wyboru takiej a nie innej zabawki. Rodzice, podejmując decyzję o zakupie danej zabawki muszą pamiętać, że dziecko bawiąc się, socjalizuje się do pewnych zachowań. Zatem wybór zabawki jest wyborem określonych wartości, które chcą dziecku przekazać. Na przykład odwrót od wychudzonej lalki Barbie jest wynikiem zaniepokojenia rodziców tym, jaki wpływ na postrzeganie własnej osoby, własnego ciała może mieć tak nierzeczywisty kanon kobiecej urody, jaki właśnie Barbie reprezentuje.

Zabawki z drewna mają długą tradycję a obecnie wracają do łask – a w zasadzie od jakiegoś czasu panuje na nie moda, co, niestety, widać po dość wysokich cenach tych ekologicznych zabawek. Naturalny materiał pomalowany bezpieczną farbą i zapakowany w przyjazne środowisku opakowanie – jak ma miejsce w przypadku renomowanych producentów – to pozytywny odwrót od często tandetnych plastikowych zabawek. Ekozabawki powstają również z tektury – dziecko absorbuje wszystkie zmysły: bada fakturę, określa kolor i zapach przedmiotów. To świetny pomysł na zabawę, szczególnie dla małych dzieci. Szara powierzchnia zachęca do malowania i obklejania tekturowych zabawek.

Psychologowie oceniają, że niechęć do kolorowych, błahych i niespecjalnie wartościowych zabawek jest pozytywnym trendem. Oznacza bowiem chęć świadomego stymulowania rozwoju dziecka, wykształcenia w nim pożądanych umiejętności oraz emocji, a przede wszystkim jest wolą rodziców, by przekazać dziecku wartości, które oni sami uważają za ważne. 

W sieci znajdziemy nie tylko mnóstwo sklepów oferujących zabawki ekologiczne czy w stylu vintage, ale i akcesoria dla dzieci wykonane z materiałów przyjaznych środowisku. Może staną się one dla Państwa alternatywą dla plastikowej, krzykliwej chińskiej produkcji, której pełno w każdym markecie. Warto zrobić miejsce w dziecięcym pokoju na choć jedną retro zabawkę.

Zapraszamy do rozmów – nie tylko o zabawkach retro. Jesteśmy ciekawi, jakimi zabawkami bawią się najchętniej Wasze dzieci? Zapraszamy na forum.

Braciszek

Pozwólcie, że wspomnę bajkę opowiadaną w nieistniejącym już Teatrze Otwartym Henryka Gęsikowskiego na szczecińskiej Starówce.

Graliśmy Balladę o głupim Janku Hansa Andersena. Na bajeczkę przyjechało przedszkole z Polic. Nieduża teatralna piwnica pełna – jakieś 70-80 osób. Wśród młodych widzów kilkanaście osób
z zaprzyjaźnionego przedszkola dla niepełnosprawnych.

Opowiadam o trzech braciach którzy pojadą do pałacu rozkapryszonej księżniczki (w tej roli Ela Rataj- – Wieczorek) w celu zdobycia  jej ręki. Braci mają odgrywać  – jak zwykle z naszą pomocą – młodzi widzowie. Mam już dwóch chłopców do roli dwóch braci i szukam trzeciego. Patrzę na widownię aby ochwycić w którymś oku błysk świadczący o chęci wzięcia udziału w przedstawieniu.

W pewnej chwili zauważam chłopca który patrzy jakby na coś nade mną na suficie. Odruchowo spoglądam na obserwowane przez chłopca miejsce, ale niczego nie dostrzegam; jeszcze raz patrzę na niego i widzę w jego oczach dziwną nieobecność…

Nie, ten chłopiec nie zagra – myślę i szukam nadal… Mija kilka sekund i widzę, że ktoś z młodej części widowni podnosi w górę rękę. OK – myślę, mam aktora do Janka. A, tu się schowałeś Janku – mówię do chłopca. No, czas na wyprawę do zamku. Księżniczka czeka by wybrać narzeczonego!

Chłopiec milczy przez chwilę i wreszcie mówi patrząc mi prosto w oczy. Głos ma opanowany, choć – pewnie z emocji – lekko drżący.

– Dlaczego pominął Pan mojego brata?  – pyta chłopiec. Dlatego, że wygląda na nienormalnego? Szuka pan mądrego chłopca do roli głupiego Janka? A może to Paweł, może to mój brat właśnie powinien pojechać do pałacu?

Paweł zagrał rolę Janka.

Dodatkowy gajowy na Czerwonym Kapturku

30 czerwca. Czerwony Kapturek w Teatrze Małym.

Stoję przebrany za kurtyną. Czekam z zapaleniem naftówki do ostatniej chwili, ponieważ dopiero teraz zauważyłem, że w pojemniku lampy jest resztka paliwa. Byłoby głupio, gdyby podczas rozmowy z widzami lampa nagle zgasła. Mogłoby to być odebrane jako zła wrożba – dla bajki samej, lub choćby dla Czerwonego Kapturka.

Wreszcie podpalam knot i odwracam się w stronę widowni. Zza kotary dokładnie nie widzę, ale wydaje mi się, że jest znacznie ciemniej, niż wtedy, gdy kucałem, aby zapalić zapałkę. Jeżeli ciemniej, to znaczy, że Kasia skończyła już sprzedaż biletów i wygasiła na widowni światła. Czas więc na mnie. Biorę latarnię "robię twarz" i wychodzę… Ha, drzwi otwarte, ludzie wchodzą, wymieniają uwagi, siadają, podczas gdy ja tu już z latarnią i z pełnym klimatem… Sala mnie zauważa, rozmowy cichną. Siadam na scenie i robię prawie stop-klatke. Na szczęście Kamila szepce Kasi, że już wszedłem. Teraz dopiero gasną światła…

Połowa bajki. Kapturek sztorcuje mnie każąc robić przysiady, oraz wykonywać inne obce wilkowi ćwiczenia gimnastyczne. Staram się, ale nie bardzo mi to oczywiście wychodzi. W tym momencie wraz z innymi dziećmi, na scenę wchodzi chłopiec przebrany za gajowego, w dodatku z dość sugestywnie wyglądającym sztucerem w ręku. 

Gajowy? Teraz? – myślę. Przecież gajowego gra Kasia i ona ma wyjść z karabinem, ale dopiero po "zwrocie" Kapturka. Czyżby Kasia umówiła do roli jakiegoś chłopca i w tajemnicy przede mną, kazała mu wyjść wcześniej by wystraszył wilka? No, ale to się ma nijak do fabuły… Obserwuję chłopca, ale ten, choć dzierży groźnie karabinek, nie mierzy do mnie…

Dobra, gramy dalej…

Pod koniec bajki chłopiec zostaje oficjalnie mianowany zastępcą pana gajowego.

 

 

Księżniczka w Rożnowie

13 czerwca br. opowiadaliśmy bajkę Księżniczka na ziarnku grochu w miejscowości Rożnowo, w bardzo ładnej gminnej świetlicy podczas imprezy integracyjnej.

Sporą częścią z ok. 60 osobowej widowni były dzieci niepełnosprawne. Oczywiście cała sala zamieniła się w królewski dwór, a widownia w dworzan przybyłych w odwiedziny do króla mocno zmartwionego swoim siedzącym od trzech lat w wieży synem. Próby dworskiej etykiety z zabłąkaną podczas deszczu młodą księzniczką Betrycze w roli głównej nie rozstrzygnęły pytania czy księżniczka jest prawdziwa. W próbach i demonstracjach miejscowego bon tonu brali udział przedstawiciele oraz znawcy pałacowych zachowań i obyczajów oraz najbardziej rzecz jasna – sama księżniczka. W tej sytuacji pozostała jedyna i ostateczna próba – próba grochu.

No, a później to już wiadomo. Dość wspomnieć, że Rodrigo zszedł z wieży, że wymieniono obietnice, że tańcom, śmiechom i poczęstunkom nie było końca…

Niedługo zamieścimy zdjęcia z tego przedstawienia. 

Do serdecznego Rożnowa na pewno powrócimy. Tymczasem dziękujemy organizatorom i pozdrawiamy wszystkich mieszkańców, zwłaszcza najmłodszych:-)

Przed nami Czerwony KapturekTeatrze Małym.
Do zobaczenia na przedstawieniu!